VW UP, Škoda CitiGo i Seat Mii - czym różnią się te auta?

Potrzebujesz ok. 3 min. aby przeczytać ten wpis
VW UP, Škoda CitiGo i Seat Mii - czym różnią się te auta?

Tak zwany „badge engineering” to zagrywka doskonale znana w świecie motoryzacji. Jak daleko posunął się z nią koncern VAG w przypadku powyższych modeli?

Segment A to dość specyficzny sektor rynku motoryzacyjnego. Zarezerwowany jest on dla najmniejszych pojazdów, w 99 procentach hatchbacków, których jedynym praktycznym zastosowaniem jest jazda po mieście. Z drugiej strony jednak charakteryzują się one naprawdę niską ceną, nikłym zużyciem paliwa, a także bardzo kompaktowymi rozmiarami, dzięki czemu świetnie odnajdują się w miejskiej dżungli.


Dzisiaj pod lupę weźmiemy trzy pojazdy, które należą do wspomnianego już segmentu A. Chodzi o Volkswagena Up!, Skodę Citigo oraz Seata Mii. Już na pierwszy rzut oka możemy zauważyć bardzo duże podobieństwa pomiędzy tymi modelami pod kątem wyglądu, lecz jak daleko sięgają te różnice? Czy zarówno Up!, jak i Citigo oraz Mii to tak naprawdę to samo auto, które różni się wyłącznie znaczkiem producenta?

Volkswagen Up!, Skoda Citigo, Seat Mii – różnice

Cała wspomniana trójka jest oczywiście bardzo podobna, jeżeli chodzi o zabiegi na zewnątrz samochodu. Największą różnicą pod kątem designu niewątpliwie są kształty lamp oraz atrapy chłodnicy, które są, poza samym logiem producenta, najważniejszymi kwestiami, które odróżniają jedne marki od drugich. 

Idąc dalej możemy jednak zauważyć, iż pod kątem parametrów technicznych mamy do czynienia z praktycznie takimi samymi autami. W Up!’ie, Citigo i Mii znajdziemy te same silniki, identyczne wymiary, a także typowe dodatki. Gdzie więc są różnice? Przede wszystkim w wyposażeniu oraz w małych niuansach. 

Skoda jest najbardziej stonowanym producentem z tej trójki i to tutaj możemy postawić na kompletny minimalizm pod kątem wyposażenia czy bajerów. Seat próbuje choć trochę podkreślić swój sportowy temperament, choć oczywiście w samochodzie tego typu jest to zadanie dość trudne. Volkswagen zaś jest złotym środkiem i nic dziwnego, iż na rynku pierwotnym Up! jako jedyny przetrwał do dnia dzisiejszego. Z ceną było podobnie, choć nie identycznie. Najtańsza była oczywiście Skoda, zaś najdroższy był Volkswagen z uwagi na najlepsze wyposażenie.

Wzorcowy przykład „badge engineeringu”

Choć Volkswagen nie zrobił bardzo oczywistego ruchu  „kopiuj-wklej” w przypadku tych samochodów, zjawisko znane w motoryzacji jako badge engineering widać tu gołym okiem. Dzięki takiemu działaniu, jeden samochód sprzedawany jest pod egidą kilku marek. Kilkadziesiąt lat temu często w taki sposób prezentowane były dosłownie identyczne samochody. Obecnie różnice możemy mimo wszystko dostrzec.

Zdjęcie główne: Ajin K S/pexels.com

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *